Okres reformacji ustrojowej w naszym kraju to najlepszy jak dotąd moment w historii na stworzenie własnego przedsiębiorstwa. Nigdy wcześniej i nigdy później nie było to tak proste. To właśnie na początku lat 90’ powstawały w Polsce największe marki kreując wczesny kapitalizm. Wówczas jednym z najdynamiczniej rozwijających się sektorów rynku było budownictwo. Pal sześć firmy budowlane, choć one również przeżywały swe złote żniwa, ale zdecydowanie najprężniej rozwijały się prywatne biura architektoniczne. Dlaczego wiele z nich obecnie tkwi w martwym punkcie?

Miłe złego początki.

Inwestycja w biuro architektoniczne na początku dekady lat 90’ to decyzja zdroworozsądkowa i pewna. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie co jeszcze walnie przyczyniło się do takiego stanu rzeczy. Odpowiedź jest prosta – rozwój branży informatycznej. Z czasem architekci wyzbyli się welinów białych kartek i szeregu ołówków, a wszelkie projekty odbywały się przy pomocy komputerów. Wielu klientom takie umiłowanie nowoczesności imponowało, dlatego w momencie wyposażenia biur w komputery liczba zleceń – tych największych drastycznie wzrosła. Z czasem wyrzucono także brystolowe sklejki, a zastąpiono je znacznie bardziej solidnym plastikiem. Trwałe makiety przykuwały wiele wzroków na rozmaitych targach oraz wystawach. Po upływie dekady rozpoczęto wdrażania absolutnie innowacyjnych programów stworzonych właśnie z myślą o architektach. Cały proces trwał niespełna 20 lat po czym nastąpił okres posuchy. Zbiegł on się z rozpoczęciem ery pt. druk 3D. Czy w tej sytuacji można zaryzykować tezę, iż nie każde biuro, które zaufało tej abstrakcyjnej jak na owe czasy technologii popełniło błąd? Oczywiście. Warto wiedzieć dlaczego…

Szturm rynkowy pod hasłem 3D.

Można rzec, że technologia 3D z dnia na dzień zrewolucjonizowała współczesny rynek – zwłaszcza ten architektoniczny. Opieszałe biura nie zaufały owej innowacyjności, co wykorzystali nieliczni architekci wdrażając do swych ofert drogie jak na tamte czasy drukarki 3D. Swoje kosztował także system szkoleń, bowiem architekci przestali być wyłącznie architektami, a z wolna stawali się informatykami. Kreowanie projektów 3D, a następnie drukowanie ich kolejny raz przyciągnęło rzesze klientów. Historia poniekąd zatoczyła koło, ponieważ targi i wystawy zalały tym razem imponujące makiety architektoniczne drukowane w 3D. Nie bez znaczenia były także specjalne pokazy drukowania, które jeszcze bardziej zmotywowały niezdecydowanych klientów do podjęcia ostatecznej decyzji. W efekcie biura architektoniczne wykorzystujące metodę druku 3D szturmem zdobyły rynek przechwytując większość ogromnych zleceń. Co z biurami opieszałymi? W ich przypadku rozpoczął się powolny proces upadania.

Podsumowanie.

Obecnie na próżno szukać biura architektonicznego, które na swym wyposażeniu nie posiada drukarki 3D. Trudno się temu dziwić, bowiem branża 3D rozwija się w tempie zastraszającym od kilku lat oferując coraz to bardziej innowacyjne rozwiązania. Wysoka konkurencja sprawia, że ceny za usługi stają się coraz niższe, co dodatkowo przyciąga klientów. W najbliższym czasie nie zanosi się na rewolucję technologiczną – natomiast można się spodziewać stałego rozwoju zarówno w dziedzinie architektury, jak również druku w formacie 3D.